1. Maciej Banach - medyczny omnibus

Dr hab. n. med., prof. UM Maciej Banach ma 35 lat i dwa nałogi: swoje ośmioletnie bliźnięta oraz kawę. Bez kawy niemożliwa byłaby praca w takim wymiarze, zaś Zuzia i Bartek wprowadzają w ten zwariowany tryb życia nieco równowagi.

Ma na swoim koncie ponad 250 publikacji z hipertensjologii, lipidologii, nefrologii oraz kardiologii. Jako autor lub współautor przyczynił się do publikacji 21 książek. Jest członkiem kilkunastu towarzystw naukowych w Polsce i na świecie. We współpracy z amerykańskim National Lipid Association, założył jedno z nich — Polskie Towarzystwo Lipidologiczne.

Ministerialne wyzwanie

„Maciej Banach należy do nielicznej grupy kompetentnych, niezwykle aktywnych i skutecznych organizatorów życia naukowego w naszym kraju. Sam jest także wyróżniającym się uczonym, o czym świadczy jego dorobek. Umiejętność tworzenia projektów naukowych, zdobywania na nie funduszy i skutecznej ich realizacji to cecha bardzo pożądana, a niestety rzadka w naszym kraju” — uważa prof. Zbigniew Gaciong, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, i dodaje z uznaniem: „Za najważniejszy jego wyróżnik uważam jednak fakt, że ma nie tylko własny imponujący dorobek naukowy, ale poprzez swoją aktywność umożliwia także innym prowadzenie badań na wysokim poziomie oraz ich publikowanie. Przykładem niech będą tytuły czasopism, które wprowadził na międzynarodowy rynek wydawniczy, czy stworzenie międzyośrodkowych konsorcjów naukowych, dla których uzyskał finansowanie z Unii Europejskiej (RegPOT-HARC)”.

W 2010 roku prof. Banach został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego (był najmłodszym wiceministrem resortu nauki). Po dwóch latach wrócił do Łodzi, gdzie nadal kieruje Zakładem Nadciśnienia Tętniczego Uniwersytetu Medycznego. Doświadczenie, które zdobył w ministerstwie, wykorzystuje teraz jako dyrektor Biura ds. Współpracy Zagranicznej UM w Łodzi. „Radzenie sobie z tyloma obowiązkami to ciężka praca,  która wymaga wielu poświęceń, ale na szczęście — nie bez przyjemności, bo ja po prostu lubię pracować” — przyznaje.

Szkoda czasu na sen

Duża ilość obowiązków sprawia, że rzadko kładzie się spać wcześniej niż o 2-3 w nocy. Rano budzik nie ma jednak litości — żeby zdążyć na odprawę o 8.15, profesor musi wstać przed siódmą. Ale nie narzeka. „Jestem jeszcze młody i mogę mało spać. A kiedy mi ciężko, pocieszam się, że przyjdzie moment, kiedy nie będę już tak musiał” — mówi. Pracę w nocy wymusza poniekąd obecność dzieci — kiedy są razem, stara się nie pracować. Teraz i tak jest łatwiej, bo chodzenie do szkoły ogranicza ich aktywność i najpóźniej o 21 bliźniaki już śpią. Młody tata przyznaje, że z pierwszych trzech lat ich życia niewiele pamięta. „Dzieci budziły się kilka razy w nocy. Często ledwo zdążyłem się położyć, one właśnie się budziły”. A jednak uśmiecha się na to wspomnienie. „Bliźniaki są fantastyczne — tworzą niesamowity team, mają swój własny język, swoje gesty, lubię je obserwować”.

Propozycja pracy w MNiSW to było niesamowite wyzwanie, ale i duży problem z organizacją życia rodzinnego. „Przez pierwsze 6 lat życia dzieci spędzałem z nimi każdy dzień. Gdy pracowałem w ministerstwie, widywaliśmy się tylko w weekendy, a czasem nawet rzadziej. To było dla mnie bardzo trudne” — wspomina.
Po powrocie do Łodzi myślał, że odetchnie, zwolni tempo. Okazało się to jednak nierealne. „Kiedy ma się dużo pracy, przechodzenie z jednej aktywności do innej następuje dość płynnie i niemal niezauważalnie. Wpadłem więc z powrotem w wir zajęć, których nie mogłem w pełni realizować, gdy byłem wiceministerem, ze względu na konflikt interesów (np. aplikowanie o granty). Różnica jest jednak taka, że teraz mogę częściej widywać się z Zuzią i Bartkiem” — mówi.

Zdolny, pracowity, skuteczny

Spośród wszystkich zawodowych aktywności najwięcej satysfakcji daje mu praca naukowa. „Tu rzeczywiście mam wrażenie, że robię to, co lubię: kolejne badania, wykłady na całym świecie. Mnóstwo pracy, ale widzę jej efekty. Jestem już rozpoznawalny na forum międzynarodowym, a to świadczy o tym, że moja praca jest zauważalna”.

Nie chciałby zaniedbywać praktyki lekarskiej, ale pogodził się z tym, że jest to niemożliwe. „Kiedyś byłem naiwny i myślałem, że dam radę. Prowadzenie działalności edukacyjnej i naukowej związanej z aktywnością badawczą, dzielenie się tą wiedzą, co oznacza częste wyjazdy, np. w celu przygotowywania grup badawczych do kolejnych badań lekowych, a zarazem codzienne bycie przy pacjencie — to po prostu jest nierealne”.

Osoby, którym zdarzyło się z nim współpracować, zgodnie przyznają, że prof. Banach jest nie tylko zdolny i pracowity, lecz także skuteczny i niezwykle solidny. „Jako uczony potrafi znaleźć interesujący problem tam, gdzie wydaje się, że „wszystko już wiadomo”. Jest także mistrzem prawdziwej współpracy, przynoszącej korzyści wszystkim zaangażowanym stronom” — podkreśla prof. Zbigniew Gaciong.
Sam Maciej Banach twierdzi jednak, że trudno z nim wytrzymać: „Jestem pracowitym człowiekiem i mam mało czasu na życie”. Wolne weekendy chętnie spędza poza domem — lubi uciec za miasto albo gdzieś w góry. Jeśli na wyjazd jest za mało czasu, pozostaje wyjście na kolację albo do kina. „Uwielbiam być na bieżąco z aktualnościami filmowymi, z dziećmi chodzimy na wszystkie bajki, jakie grają w kinach” — mówi. Na nowego Bonda jednak się nie wybiera, bo woli w tej roli Seana Connery’ego.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze